STG z Dziećmi - Dolina Chochołowska - czerwiec 2008

Takie, siakie i owakie - wszystkie kochamy!

Moderatorzy: Zygmunt Skibicki, Moderatorzy

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 17 cze 2008, 22:06

Jestem spakowany.
Jutro o tej porze powinniśmy być już na Chochołowskiej.
EKSTRA...!!!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Śr, 25 cze 2008, 19:52

Tak jak przewidziałem, nie dało się połączyć z siecią na Chochołowskiej. Robiłem krótkie notatki i teraz "wlewam" je w całości. Będzie też sporo zdjęć tu i całe mnóstwo zebranych z czterech aparatów (Artura, Ewy, Moniki i mojego) w Fotogalerii, ale może dopiero za kilka dni...
Fotogaleria -> http://skibicki.pl/?a=4&id_kat=62&id_fot=

STG z Dziećmi na Chochołowskiej…

2008 .06.18
Po kilku godzinach jazdy docieramy wreszcie na Siwą Polanę, gdzie oczywiście o tak późnej porze nie działa już nic: ani parking, na którym chcąc nie chcąc i tak zostawiamy samochód oraz bramka parkowa, którą po prostu omijamy. Po szybkim telefonie zabiera nas i całe mnóstwo naszych gratów usłużny kierowca schroniska. Meldujemy się po dwudziestej i z dań kolacyjnych dostępna nam okazuje się jedynie… czekolada. Dobre i to.

2008.06.19
Śniadanie o ósmej, bo tak działa schroniskowa kuchnia. Pogoda całkiem znośna, więc szybko pokujemy plecaki wycieczkowe i… zmykamy.
Schodzimy aż do Ścieżki nad Reglamii nią wchodzimy na Przełęcz Kominiarską skąd schodzimy do Niżnej Kominiarskiej Polany, dalej Doliną Lejową do Bramki Między Ściany, Drogą pod Reglami do Siwej Polany na samym dole Doliny Chochołowskiej. Na bramce parkowej obsługiwanej przez przedstawiciela Związku Gmin w Witowie kupujemy bilet wstępu – oczywiście jedyny dostępny, jednodniowy, ale ponoć dopóki nie wyjdziemy z parku, to on nam wystarczy – „Polska to jest dziwna kraj!”
Nogi dostały w ten pierwszy dzień mocno „popalić” i korzystamy z turystycznego „pociągu” na Polanę Hucisko, skąd powolutku, ale bez zatrzymywania się dociągamy do schroniska. Zasłużony obiad znika z talerzy i coś jakby zapachniało popołudniową drzemką…

2008.06.20
Pogoda jak drut. Szybkie śniadanie i zmykamy w Starorobociańską… całą. Im wyżej tym fajniejsze widoki – sporo śniegu zalega w żlebach. Wytaskujemy się na Siwą Przełęcz w pełnym słońcu, więc zlani potem, ale już za chwilę niebo zakrywają podejrzane chmury, a po niecałej godzinie leje jak diabli. Na szczęście tyleż intensywnie co krótko. Zanim opuścimy szczytowe hale Ornaku, kurtki wysychają i na powrót lądują w plecakach.
Do schroniska docieramy na „ostatnich nogach”. Zaczynamy posiłek od piwa i od razu okazuje się, że przyjechał właśnie Artur z Piotrusiem – robimy plany na następny dzień. Po obiedzie prysznic i… drzemka, bo „motorki” okazują się mocno zdewastowane.

2008.06.21
Nadal piękna pogoda. Idziemy na Trzydniowiański i Kończysty. W dolnej części towarzyszy nam starszawy Góral idący z siekierą do pracy w lesie – gaduła z grupy tych „niemilknących”, więc oddychamy z ulgą, gdy nasze drogi wreszcie się rozchodzą.
Na Kończystym wieje tak zimny wiatr, że zakładamy kurtki. Po krótkim odpoczynku wracamy znów na Trzydniowiański.
Schodzimy przez Krowi Żleb – pamiętałem z dawnych lat, że to dość kiepski pomysł, ale nie że aż tak kiepski. Trochę gonią nas ciemne chmury i narastająca duchota – wprost śmierdzi ulewą, ale jakoś rozłazi się to wszystko „bokami”. Źle jednak będziemy wspominali potworne zejście przez przerąbaną, lecz nie wykarczowaną kosówkę a później przez strasznie stromy las po koszmarnych „schodach” - chyba po raz ostatni w życiu zdecydowałem się na tę drogę.
Podczas obiadu docierają Monika z Rafałem. Robimy plany na kolejny dzień. W schronisku robi się tłocznie – pierwszy dzień wakacji…

2008.06.22
Kto By się spodziewał takiej pogody? Na dwa tygodnie przed naszym wyjazdem media siały przestrogi, że na południu deszcze, burze, ulewy i wszystko co złego leci z nieba…
No i psu na budę takie prognozy – jesteśmy w Tatrach piąty dzień i ciągle mamy wspaniałą pogodę. To znaczy prawie codziennie coś tam pokapie z nieba po południu, ale to takie śmieszne, przelotne deszczyki.
Dzisiejsza wycieczka na Grzesia i Rakonia także udała się nadzwyczajnie. Po wielu latach zamknięcia otwarto wejście wprost ze schroniska chochołowskiego na Przełęcz Bobrowiecką i oczywiście musieliśmy tamtędy pójść. Szlak z tej przełęczy na Grzesia jest akurat taki, że „szlag by go trafił” – wyryp kamienistym lasem wprost na górę, ale przecież nie można było sobie tego darować. Od Grzesia przez cały Długi Upłaz, Rakonia i na sam dół Doliny Wyżnej Chochołowskiej słońce paliło niemiłosiernie i wszystko co odkryte wymagało po powrocie do schroniska natychmiastowych interwencji balsamami.
Po drodze kupujemy w bacówce chochołowskiej tęgi kawał bundzu – wszystkim smakuje.

2008.06.23
Powtarzamy trasę przez Ornak, ale w zupełnie innym składzie i w drugą stronę: Starorobociańska, Iwaniacki Żleb, Przełęcz Iwaniacka, Ornak, Siwa Przełęcz i cała Starorobociańska aż do Chochołowskiej. Pogoda nadal piękna a nawet ciężko upalna. Na Ornaku nieco nas pokropiło, ale dosłownie po pięciu minutach już zdejmowaliśmy kurtki. Zejście Starorobociańską w lejącym się na głowy słońcu nie należał do miłych. Ugotowani dobrnęliśmy do schroniska.

2008.06.24
Artur z Piotrusiem musieli wyjechać, a my z Moniką i Rafałem powtarzamy trasę na Trzydniowiański. Do kapliczki Papieskiej jest wszystko w porządku, ale kiedy ruszamy dalej, pogoda zaczyna się psuć. Ledwo wyszliśmy powyżej górnej granicy lasu, gdy okazało się, że bezpieczniej będzie schować aparat fotograficzny. Gdy zamykałem plecak trzeba już było wyjąć kurtkę, a gdy ją zapinałem lunęło na poważnie. W tył zwrot i wróciliśmy do schroniska. Prawdę mówiąc do schroniska dochodziliśmy już w pełnym słońcu i może trochę za wcześnie ogłosiliśmy ten odwrót. Tak czy inaczej nie zawróciliśmy już na szlak. Popołudnie przy schronisku też miało swój specyficzny urok, a unikalno nosowej melodyki okrzyku panienki z okienka:
- Ser prażony…!!! – nie zapomnimy długo.

2008.06.25
7:30 spakowani ładujemy się w czwórkę do schroniskowego Poloneza i zjeżdżamy na Siwą Polanę. Żegnamy się z mglistymi planami na przyszły rok w jakichś górach... może Karkonosze, kto wie?
Ostatnio edytowano Pt, 27 cze 2008, 15:55 przez Zygmunt Skibicki, łącznie edytowano 1 raz
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Zygmunt Skibicki » Pt, 27 cze 2008, 09:00

Ogarnąłem się jako tako po tej Chochołowskiej, więc czas na podziękowania dla tych, którzy:
- mnie do tej imprezy rok temu na Głodówce namówili,
- doradzili: gdzie, jak i dlaczego,
- zmobilizowali do konkretnego działania,
- zgłosili swój udział wraz z latoroślami,
- pomogli w zorganizowaniu,
- wzięli udział.
Ponieważ wyżej wymienione grupy nie do końca pokrywają się personalnie, dziękuję każdemu z uczestników z osobna:
- Ewie, za... całość,
- Monice, za trwałość,
- Arturowi za konkretność,
- Piotrusiowi i Rafałowi za świetność.
Najważniejsze dla mnie, że chyba się podobało, bo jesteśmy wstępnie umówieni na przyszły rok.
Zapachniało Karkonoszami...!
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Postprzez TakiJeden » Wt, 1 lip 2008, 11:40

Zygmunt Skibicki napisał(a):... Idziemy na Trzydniowiański ...
Schodzimy przez Krowi Żleb – pamiętałem z dawnych lat, że to dość kiepski pomysł, ale nie że aż tak kiepski. [...] Źle jednak będziemy wspominali potworne zejście przez przerąbaną, lecz nie wykarczowaną kosówkę a później przez strasznie stromy las po koszmarnych „schodach” - chyba po raz ostatni w życiu zdecydowałem się na tę drogę.


Hmm... Ja akurat z Kulawca złych wspomnień nie mam, i to mimo że kosówka była wyżej chłopa, a holowałem przez niego dzieciaki i to małe, jako też służyłem za plecakotragarza całej siedmioosobowej wycieczce. Co prawda było to dość dawno... Kulawcem wchodziliśmy na Trzydniowiański, a schodziliśmy do Jarząbczej. Jak widać, jeszcze raz potwierdza się teza, że jeśli na jakąś górę prowadzą dwa szlaki: wredny i wygodny, to wrednym należy iść pod górę a wygodnym schodzić...
TakiJeden
 
Posty: 1466
Dołączył(a): Pn, 9 sty 2006, 15:40

Postprzez Zygmunt Skibicki » Wt, 1 lip 2008, 16:20

TakiJeden napisał(a):...wrednym należy iść pod górę a wygodnym schodzić...

Jak najbardziej!
Myśl jednak staje się regułą dopiero po tym jak ktoś solidnie "beknie" za jej złamanie, co zostało dożylnie w tym wypadku udowodnione.
Zygmunt Skibicki
Mundek
 
Posty: 10920
Dołączył(a): So, 29 maja 2004, 21:56
Lokalizacja: Łódź

Poprzednia strona

Powrót do Góry

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

cron